Pracodawcy Pomorza

Urodziny prof. Jerzego Młynarczyka

Jerzy_Młynarczyk

fot. Wikipedia

 

 

 

Jubilat spod znaku Lwa

Na początku sierpnia 86-te urodziny obchodził niezmiernie popularny i wysoko ceniony na Pomorzu prof. nauk prawnych, rektor Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni – Jerzy Młynarczyk. Z  okolicznościowymi życzeniami pospieszyli przyjaciele. Z inicjatywą odwiedzin w domu jubilata wystąpił prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Towarzyszyli mu: marszałek Mieczysław Struk i prezydent „Pracodawców Pomorza” Zbigniew Canowiecki.

Jubilat, urodziwszy się w sierpniu, jest zodiakalnym Lwem. To widać w jego życiu i charakterze. W młodości uprawiał wyczynowo sport. Stąd jego życiową dewizą było i jest:

W sporcie nie ma znaczenia czyim krewnym czy znajomym jesteś. Musisz być dobry.

Z tego samego źródła pochodzi jego zasada działania fair play. Jej łamanie to korzyść jedynie na krótką metę. Jako sportowiec był koszykarzem, więc zawsze myślał: Liczy się drużyna. Należy grać na tego, kto ma aktualnie najlepszą okazję zdobyć punkty dla drużyny.

Życie dostarczało mu zarówno elementów trudnych jak z lekka humorystycznych. Pierwsze w życiu zatrudnienie miał w Poznaniu w Zakładach Cegielskiego (wtedy im. Stalina). Jego obowiązki polegały na podpisywaniu listy płac, na której figurowała niezła sumka – 4 razy większa niż średnia krajowa. Dzięki temu – on student prawa, był finansowym filarem rodziny, która w ramach represji za działalność i polityczne poglądy ojca została przegnana z Wybrzeża.

Czynnym sportowcem był 10 lat. Z drużyną 4 razy reprezentował Polskę w Mistrzostwach Europy, raz w Igrzyskach Olimpijskich – w Rzymie w 1960 roku. Spotkał tam m. inn. Grace Kelly, która już była słynną aktorką ale jeszcze nie księżną Monaco, a wtedy przyszła do wioski olimpijskiej odwiedzić brata – reprezentanta USA w wioślarstwie.

Równolegle rozwijała się jego kariera naukowa – kiedy rozstawał się z profesjonalnym uprawianiem sportu był już adiunktem. Pracownikiem naukowym Uniwersytetu Gdańskiego był od momentu powstania tej uczelni w 1970 roku. Doszedł do stanowiska prodziekana Wydziału Prawa.

Miał jednak pasję interesowania się życiem bieżącym społeczeństwa, a nadchodziły wielkie wydarzenia historyczne. W kwietniu 1977 roku został wyznaczony – tak to się wtedy odbywało – na stanowisko prezydenta Gdańska. Trafił na najtrudniejsze, najburzliwsze czasy. W Gdańsku już się gotowało, a niebawem pożar miał się rozprzestrzenić na cały kraj. Jak zawsze, starał się działać inteligentnie i rozważnie, pomagać ludziom w trudnych sprawach bytowania. Na przykład w sprawach mieszkaniowych. Podpisał decyzję o przyznaniu mieszkania na Zaspie rodzinie Wałęsy – ale też wielu innym rodzinom wielodzietnym. Dbał, aby w sklepach jednak coś było, aby funkcjonowała miejska komunikacja. Z funkcji został odwołany w momencie wprowadzenia stanu wojennego.

Równolegle zajmował się działalnością naukową i to w dość trudnej unikalnej specjalizacji – prawo morskie. Poza Polską angażowano go chętnie do pracy na uczelniach, wiele lat spędził z tego powodu poza granicami kraju. Nawet Anglików uczył prawa morskiego. Jest profesorem doktorem habilitowanym nauk prawnych. Od 1958 uczył w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Sopocie, od 1970 był pracownikiem naukowym Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. W latach 80. kierował Instytutem Morskim, był też wykładowcą Światowego Uniwersytetu Morskiego. W 2004 roku został rektorem Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni.

Zawsze cały czas zajęty, bo tacy jak on nie uznają emerytury. Więc czego mu życzyć? Aby zdrowie dopisywało.

 


Tekst: Anna Kłos 


dnv-gl