„U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki, przędą sobie przędą jedwabne niteczki…” – wszyscy znamy tę, naśladującą rytm kołowrotka, melodię Stanisława Moniuszki. Współcześnie kołowrotek kojarzy się z muzealnym eksponatem, choć nie wszystkim. Można było się o tym przekonać podczas promocji albumu „ Tradycyjne narzędzia tkackie na Pomorzu” – katalogu opracowanym przez Barbarę Maciejewską – Kusyk, b. pracownicę Oddziału Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku mieszczącego się w Parku Oliwskim.
Publikacja prezentuje bogaty zbiór eksponatów związanych z tradycyjnym rzemiosłem tkackim zgromadzonych w Oddziale Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku. Obejmująca przedmioty pozyskiwane przez wiele dziesięcioleci w trakcie badań terenowych na obszarze Pomorza
Kołowrotek kiedyś był sercem domu i atrakcją towarzyską
To urządzenie w zręcznych dłoniach zamieniało len, konopie i wełnę w cienką, równą przędzę. Wystarczył rytm pedału i koło obracające się bez przerwy. Skrzydełko, szpulka i wrzeciono działały jednocześnie, skręcając i nawijając nić w jednym płynnym ruchu. Im pewniejsze dłonie, tym przędza stawała się gładsza i mocniejsza. Jak wyglądały takie narzędzia z bliska, dowiemy się z albumu Barbary Maciejewskiej-Kusyk – etnografki, historyczki, muzealniczki.
Rozmowę z nią poprowadziła w sobotę 29. listopada br. Aleksandra Paprot-Wielopolska – doktor nauk humanistycznych, etnolożka/antropolożka kultury i kulturoznawczyni, adiunkt w Zakładzie Etnologii Polski i Antropologii Historii w Instytucie Antropologii Uniwersytetu Gdańskiego.
W części wprowadzającej albumu omówiono zagadnienia dotyczące charakterystyki kolekcji, zakresu i przemian tradycyjnego tkactwa, stosowanych surowców włókienniczych oraz struktury tkanin. Przybliżono także kontekst historyczny i kulturowy – w tym okres świetności gdańskiego włókiennictwa, rzemiosło tkackie na pomorskiej wsi przełomu XIX i XX wieku oraz zwyczaje i praktyki magiczne towarzyszące pracy tkaczy. Warsztat tkacki oraz narzędzia do obróbki włókien znajdowały się na wyposażeniu niemal każdego domostwa.
Część katalogowa obejmuje wszystkie obiekty związane z rzemiosłem tkackim znajdujące się w zbiorach Pracowni Rzemiosła Oddziału Etnografii. Została podzielona na trzy części tematyczne odpowiadające kolejnym etapom pracy tkacza: pozyskiwaniu i wstępnej obróbce włókna, wytwarzaniu nici z włókien oraz czynnościom związanym z procesem tkania.
Tradycje nie giną w narodzie
Upewnili nas o tym goście spotkania. Kaszubska Manufaktura Wełny działa w miejscowości Kaliska Kościerskie pod nr 52. Prowadzą ją: Pani Prządka (Marta Sznajder) i Pan Gremplarz ( Sebastian Wernik). Zajmują się tradycyjnym przerobem runa owiec, alpak, a ostatnio też wielbłądów. Te ostatnie zwierzęta hodują we własnym gospodarstwie.
– Runo do tradycyjnego przerobu pozyskujemy z najlepszych stad owiec w Polsce. Własnoręcznie tworzymy czesanki gotowe do przędzenia czy też filcowania. Wykonujemy włóczki przędzione ręcznie na kołowrotku, prowadzimy też warsztaty nauki przędzenia i promujemy polskie rodzime rasy owiec, bo ich runo to ogromny potencjał. Naszą misją jest, aby w Polsce była dostępna włóczka z polskich owiec, czyli aby polska owca wróciła na salony z których wypchnęły ją (o zgrozo!) tworzywa sztuczne. – mówi p. Marta
W Manufakturze żywe runo czyszczą, rozluźniają, piorą i gręplują. Ich czesanka jest nieco tłusta. To celowy zabieg. W praniu nie wypłukują całości lanoliny zawartej w żywej wełnie. To sprawia, że przyjemniej się z niej przędzie. Gotową przędzę sprzedają okolicznym dziewiarkom. Ich wyroby nabyć można na okolicznych jarmarkach i festynach.
W Kaliskach prowadzi się też Warsztaty gręplowania i przędzenia. Ostatnie odbyły się w listopadzie br.
– Odbywały się w niewielkiej grupie – relacjonuje p. Marta. – Zaczęliśmy od nauki czyszczenia włókien oraz ich gręplowania. Z uwagi na to, że owcza wełna wymaga również prania i czyszczenia, na tym etapie pracowaliśmy z wełną alpak, jako że te zwierzęta dają runo niezawierające lanoliny. Omówiliśmy wszystko, co jest niezbędne, aby samodzielnie przygotować wełnę zgrzebną do przędzenia. To ważne z pewnością dla tych osób, które zapragną przetworzyć runo z własnego chowu owiec czy runo od zaprzyjaźnionego hodowcy.
W Kaszubskiej Manufakturze Wełny można uczyć się przędzenia na różnych kołowrotkach, przede wszystkim tradycyjnych – napędzanych stopami. Ale istnieje też możliwości przędzenia na kołowrotku elektrycznym. Dobrze jest, jeśli słuchaczki przyjeżdżają z własnym kołowrotkiem, ale jeśli nie, mogą skorzystać z kołowrotków gospodarzy Manufaktury.
Na Żuławach, między Szkarpawą a Wisłą Królewiecką, we wsi Płonina (nr 8)
Entuzjastką samodzielnego rzemiosła jest Lidia Kibort, która wybrała tkactwo. Niedawno zakupiła pierwsze krosno. Sztuki jego używania nauczyła się podczas warsztatów w Gdyni. Podczas sobotniego spotkania w Oddziale Etnografii demonstrowała pierwszy utkany samodzielnie szal. Pasją do zapomnianych wiejskich rzemiosł zaraziła też rodzinę – córkę uczy tkactwa, syn zorganizował sobie stolarnię, którą nazwał Kibortcraft. Wykonuje drobne, artystyczne przedmioty z drewna. Jest samoukiem, ale nikt by się tego nie domyślił, taki jest zdolny. To jego hobby, zawodowo pracuje gdzie indziej.
Dorobek Karguli i Pawlaków też się znajdzie
Większość eksponatów związanych z rzemiosłem tkackim w Oddziale Etnografii Muzeum Narodowego pochodzi z terenu Pomorza Gdańskiego (Kaszuby, Kociewie, Bory Tucholskie, Powiśle, Żuławy), ale w kolekcji muzealnej znajdują się też obiekty przywiezione na Pomorze z innych regionów Polski po II wojnie światowej w wyniku przesiedleń ludności i migracji oraz dawnych Kresów Wschodnich, użytkowane następnie na ziemiach Pomorza.
Anna Kłos
Fot. Anna Kłos
Autorka albumu Barbara Maciejewska -Kusyk (z lewej) i Aleksandra Paprot – Wielkopolska


